czwartek, 27 grudnia 2012

Ty…Ty trzymaj się najdalej jak możesz! Zawsze wszystko psujesz, więc im mniej ciebie, tym lepiej.



*** Akemi ***

- Co?! – spojrzałam na niego całkowicie zaskoczona. Nie wiedziałam, czy bardziej mnie zdziwiła zmiana tematu czy samo pytanie. Po chwili zapytałam już spokojnie.- T-ty pytasz poważnie?
- Tak, poważnie – chłopak odparł spokojnie.- To…to jak?
- Em…ja…- zastanowiłam się na chwile. Przecież ja też nie miałam z kim iść, a Sun był świetnym towarzystwem.- W sumie to…to czemu nie – uśmiechnęłam się lekko.
- Serio?
- Serio – zaśmiałam się a Sunog uśmiechnął się.
- Tylko co ja założę…- zamyśliłam się na chwilę.- Muszę w końcu jakoś ładnie wyglądać…
- To świetnie – z zamyślenia wytrącił mnie głos chłopaka. Pokiwałam głową, rzeczywiście się z tego ciesząc.


***Sunog***

Bardzo ucieszyło mnie to, że Akemi się zgodziła, nawet jeśli nie pokazywałem tego tak bardzo. Istotne jest jednak to, że już miałem załatwione towarzystwo. Teraz pozostawał jeszcze strój i to w zasadzie było wszystko. Przy czym załatwienie stroju nie było najmniejszym problemem. Tak więc nie miałem się już czym przejmować.
-To co teraz robimy? -wyrwała mnie z zamyślenia czarnowłosa.
-Emm... Najpierw powinniśmy się osuszyć. Raz, że zostawiamy mokre ślady i sprzątaczka tutaj zmierza, i dwa, że możesz się rozchorować, a wtedy z balu nici.
-Zaraz, czy ty powiedziałeś sprzątaczka?
-Tak... -odrzekłem spokojnie.
-I co teraz robimy? -Aki wyglądała na podenerwowaną.
-Jak to co? -spytałem. -Wiejemy!
Ruszyliśmy przed siebie co sił w nogach.


*** Akemi ***

- Co wy sobie myślicie, co?! – sprzątaczka wydarła się za nami.
- Pani umysł tego nie ogarnie – zachichotałam a chłopak uśmiechnął się lekko.
Gdy byliśmy już w bezpiecznej odległości, zwolniliśmy kroku i szliśmy już spokojnie, rozmawiając o tym i o tamtym. Gdy już nie biegaliśmy, dopiero teraz zaczęłam odczuwać zimno, spowodowane przemoczonymi ubraniami, przez co lekko się trzęsłam. Nie uszło to jego uwadze.
- Chodź, chyba powinna-a-a-apsik! – kichnął, nie kończąc zdania. Parsknęłam śmiechem.
- Chyba ty powinieneś – uśmiechnęłam się szeroko.- Cokolwiek chciałeś dalej powiedzieć!
- W takim razie chyba powinniśMY iść się przebrać – uśmiechnął się lekko.
- Zgoda – pokiwałam głową.
- O! Tutaj jesteście! – wymieniliśmy przerażone spojrzenia po czym odwróciliśmy się i spojrzeliśmy na Niebieską 2.0. – Szukałam cię Sunog.
- Już po tobie – szepnęłam do niego, na co się lekko uśmiechnął.
- Potrzebujemy…- zaczęła, ale jej starsza siostra jej przerwała, wbiegając zdyszana jakby przebiegła maraton.
- Widział ktoś Pchełkę? – zapytała, patrząc na nas z nadzieją.
- Co widzieliśmy? – zdziwiłam się.
- Mojego psa, Ichiro! – kobieta posłała mi wrogie spojrzenie. Oboje z Sunem wybuchliśmy śmiechem, nie mogąc się powstrzymać.
- Co? Co takie zabawne? Co mu zrobiliście?!
- Ogarnij się, proszę – Niebieska 2.0 się załamała.- Idź go poszukaj i nie rób takiego zamieszania. A ty – spojrzała ponownie na Sunoga.- Będziesz potrzebny w podpinaniu sprzętu.
- Znowu – chłopak westchnął.
- A ja? Ja się na coś przydam? – zapytałam z uśmiechem.
- Ty…Ty trzymaj się najdalej jak możesz – białowłosa warknęła, zdejmując mi tym uśmiech z twarzy.- Zawsze wszystko psujesz, więc im mniej ciebie, tym lepiej.
Chciałam jeszcze coś powiedzieć i zaprotestować, ale zamilkłam.
- Jak tylko będziesz suchy to skieruj się do holu – dyrektorka poleciła, po czym odwróciła się na pięcie i odeszła.

***Sunog***
-Dobra, trzeba się przebrać -rzekłem.
Zielonooka przytaknęła. Udaliśmy się do swoich pokoi.
***
Rozstawiania i podłączanie sprzętu nie zajęło mi więcej czasu, niż sądziłem. W sumie jakieś dwie godziny. A to głównie dlatego, że coś przegryzło jeden z kabli i musiałem szukać zapasowy. Po zapachu wyczułem, że był to pies.
-Pchełka -pomyślałem.
Zupełnie nie pojmowałem gustu do zwierząt tych dwóch kobiet. Ale jak na razie nikt nie zginął, więc trzeba to tolerować.
Udałem się ponownie do pokoju i wziąłem szybki prysznic.
-Nie podoba mi się to, że spędzasz z nią tyle czasu -rzekł Rub, gdy wyszedłem z łazienki.
-Jak ty startowałeś do Wyroczni, to ja nic nie mówiłem.
-Co? -zdziwił się. -To ty o tym wiesz?
-Oczywiście. Coś taki zdziwiony?
Podejrzewam, że gdyby tylko mógł, to Rub poczerwieniałby bardziej.
-Emm... No... Ja... -mamrotał.
-Nie ważne... Dlaczego tak uważasz?
-Ta dziewczyna to same kłopoty.
-To co? Ja lubie kłopoty i lubie ją, nawet bardzo.
-Powiedz mi... Podoba ci się?
Jego wścibstwo czasem bywało nieco zbyt duże. Milczałem, ale dla niego było to wymowne milczenie.
-Tyle wystarczy mi za odpowiedź. Nie mam więcej pytań.
-Ja tam ją lubię -rzekł, do tej pory milczący Imper.
-Widzisz, on ją lubi i nie robi mi zbędnych wyrzutów.
Rub tylko westchnął.

*** Akemi***
Weszłam cicho do swojego pokoju.
- Gdzie ty się cały czas szlajasz ostatnio?! - Wyrocznia od razu wyskoczyła z szuflady. Grrr, czy ona zawsze musi mnie usłyszeć?!
- Em...byłam z Sunem...- odparłam spokojnie.
- Ostatnio często z nim bywasz, co?
- To raczej nic złego! - Artemis usiadła na moim ramieniu.- Zobacz, przynajmniej jest radosna i...Aki, czemu jesteś cała mokra?
- Długa historia - uśmiechnęłam się na wspomnienie dzisiejszego dnia.- I naprawdę zabawna!
- Nie chcę jej znać, idź weź ciepły prysznic, bo będziesz chora!
- Czy ty kiedyś przestajesz się wymądrzać?! - Artemis pojawiła się przed Wyrocznią.
- A czy ty kiedyś mówisz coś sensownego?!
- A czy ty...
Westchnęłam cicho i nie słuchałam już dalej, choć mimowolnie się uśmiechnęłam. Wyciągnęłam nowe ubrania z szuflady i udałam się do łazienki.
***
Wyszłam już przebrana, naciągając jeszcze ciepły sweter.
- Lepiej co? - Artemis zapytała pogodnie. Doszłam do wniosku, że musiała wygrać kłótnie, bo zdawała się być zadowolona z siebie.
- Zdecydowanie - wyszczerzyłam się.- Nie mogę być chora, mam iść z Sunem na bal i...
- Co?! - Wyrocznia ożywiła się.
- No bal świąteczny - nie wiedziałam, co w tym tak dziwnego.
- Nie to! Idziesz z Sunogiem?
- Tak - uśmiechnęłam się promiennie.- A teraz wybacz, bardzo chce mi się pić, pójdę do kuchni.
- Idę z tobą - Artemis wskoczyła na moje ramię.- Mam dość tej zgorzkniałej wiedźmy!
Szybko wyszłam, zanim rozpętałaby się kolejna wojna.
Zaskakująco nawet zdobyłam kakao bez większych problemów. Ponieważ słońce już zachodziło, usiadłam na parapecie jednego z okien i popijałam ciepły napój, wyglądając przez okno. 


***Sunog***

Nie rozumiałem co mogło tak przeszkadzać Rub'owi w Aki, przecież nie robi nic złego, a jej zalety mógłbym długo wymieniać. On jednak nie chciał dać tak łatwo za wygraną. Miałem akurat jakąś niską odporność na te jego uwagi, Imper też, bez słowa wyszliśmy z pokoju i ruszyliśmy korytarzem. Nawet niespecjelnie przejmowałem się tym gdzie idę. Imper jak zwykle nie był zbyt wygadany, ale to wcale nie robiło z niego złego rozmówcę. Choć jego sarkazm i chamskie odzywki czasami przeszkadzały.
Kto by pomyślał, że na jednym z korytarzy zobaczę właśnie ową zielonooką, siedzącą na parapecie, popijającą kakao. Podszedłem cicho do niej.
-Cześć... -rzekłem -mogę dołączyć?
-Cześć. Jasne... O ile się tutaj zmieścimy -uśmiechnęła się, co ja odwzajemniłem.
Usiadłem obok niej. Miejsca było akurat tyle, żebyśmy się mieścili.
-Piękny, prawda? -rzekła po chwili.
Rzeczywiście, zachód słońca był piękny. Zaczynało już być widać pierwsze gwiazdy.

*** Akemi ***

- Jak podłączanie sprzętu? – zapytałam po chwili, odrywając wzrok od nieba i przenosząc go na chłopaka obok.
- Było trochę roboty, ale nie było źle – odparł spokojnie.
- Rozumiem – uśmiechnęłam się lekko.- Myślisz, że Niebieska znalazła Pchełkę?
- Szczerze? Mam nadzieję, że żadne z nich szybko nie wróci – uśmiechnął się a ja zaśmiałam się cicho.
- Sun…Dzięki – przerwałam nagle ciszę.
- Za co? – chłopak zdziwił się.
- Za dzisiejszy dzień i ogółem – uśmiechnęłam się. Już otwierał usta aby coś powiedzieć, gdy Artemis go uprzedziła.
- Aaa, to ty jesteś ten Sunog, tak? – uniosła się na wysokość jego oczu.- Miło mi wreszcie poznać! Jestem Artemis!
- Emm, miło mi, ja…
- Idziecie razem na bal, tak? Akemi wspominała. Pewnie będziecie się super bawić? Będziecie dużo tańczyć? Bo pewnie też lubisz muzykę? Aaa i…
- Artemis! – syknęłam, upominając ją.- Ogarnij się, to nie jest zbyt dobre pierwsze wrażenie.
- Ty też go nigdy nie robisz – bakugan rzucił oburzony.
- W sumie – ziewnęłam i przeciągnęłam się.- Nie przejmuj się nią, jest trochę nadpobudliwa.
- Chyba nie tylko ona – bakugan na ramieniu chłopaka zachichotał.
- Imper! – Sunog spojrzał na swojego bakugana.
- No co?
Uśmiechnęłam się lekko.
- Nie wiem jak ty, ale ja padam z nóg – westchnęłam cicho.- Idę spać.
- Chodź, odprowadzę cię – Sun powiedział spokojnie i oboje ruszyliśmy w kierunku mojego pokoju, zostawiając w tyle kłócące się bakugany. Przez drogę jeszcze trochę rozmawialiśmy, aż dotarliśmy do mojego pokoju.
- No to…dobranoc – chłopak uśmiechnął się lekko.
- Dobranoc – rzuciłam cicho, po czym stanęłam na palcach i pocałowałam go lekko w policzek. Sun zarumienił się a ja otworzyłam drzwi i weszłam do pokoju. Zdjęłam buty i opadłam na łóżko.
- Jutro się na coś przydam – mruknęłam, zamykając oczy.- Rozwieszę lampki!
- Nawet to jest groźne – Wyrocznia rzuciła zgryźliwie, a ja natychmiast zasnęłam.

***Sunog***
Jeszcze chwilę stałem obok drzwi dziewczyny, z czerwienią na twarzy.
-Długo tak będziesz stać? -spytał Imper.
-Co? A, tak... Już idę.
-Jak tak będziesz reagować za każdym razem jak cię pocałuje, to daleko nie zajedziesz.
-Cicho bądź.
-Ja tylko mówię... Poza tym i tak mam rację.
-Może i masz... Ale mniejsza teraz z tym... -ziewnąłem głośno. -Jestem zmęczony.
Udałem się do swojego pokoju. Ściągnąłem buty i rzuciłem się na łóżko. Włożyłem splecione dłonie pod głowe i wpatrywałem się w "rozgwieżdżony" sufit. Wspominałem to co dzisiaj się wydarzyło. Uśmiechnąłem się.
-Akemi... -rzekłem półszeptem.
Chwilę później zasnąłem.